Dzienniki czasów wojny. Fenomen pisania

background 1995005 1920 820x615 - Dzienniki czasów wojny. Fenomen pisania

Dzienniki czasów wojny zajmują szczególne miejsce w nurcie (auto)biografizmu. Miejsce kreacji zastępuje potrzeba opisywania bieżących wydarzeń, które z punktu widzenia osób piszących, stanowią przełomowe wydarzenia w dziejach ludzkości czy nieodwracalnie zmienią dotychczasowy sposób życia poszczególnych społeczeństw.

Dziennik jako narzędzie

stack letters 447579 1920 1 300x199 - Dzienniki czasów wojny. Fenomen pisaniaPotrzeba pisania była tak silna, że niektórzy z piszących dzienniki opisują to uczucie jako odgórny przymus, potrzebę rejestracji i dokumentowania, a nawet powinność. Zapisy przyjmują formę suchych, dokumentujących wpisów, nierzadko przybierając formę oskarżenia. Z pewnością nieraz pisanie miało wydźwięk terapeutyczny, pomagało oswoić rzeczywistość, uporządkować myśli. Sporządzenie wpisów wyznaczało pewien rytm, obowiązek, pomimo wszystkiego co działo się dookoła. Sporządzane w ukryciu i ze świadomością grożącego z tego powodu niebezpieczeństwa.

Choć trudno porównywać dwie różne pod każdym względem czasoprzestrzenie, czasy współczesne oraz czasy wojny, to daje się zauważyć nasilenie postaw pisarskich i (auto)narracyjnych. Chęć opowiedzenia, przekazania innym w obu przypadkach jest bardzo silna. Teraz zdają się pisać wszyscy (wiem, że ten zarzut dotyczy także mojej osoby…), każdy kto chce zaistnieć, każdy kto miał lub chce mieć swoje pięć minut. Niczym grzyby po deszczu wyrastają kolejne biografie pieczołowicie podkręcone lub spreparowane przez ghost writerów. W tym kontekście wstyd nawet pisać, bo słowo okazuje się słowu nierówne – teraz nic nie kosztuje, produkowane hurtowo…

Otrząsając się jednak z tego martyrologicznego tonu – Jacek Leociak w książce „Tekst wobec zagłady” poświęconej zagadnieniom wojennych zapisów, mówi nawet o panującym wówczas „fenomenie pisania”. Emanuel Ringelblum w „Kronice getta warszawskiego”, czyli swoim dzienniku zanotował:

Żyd właśnie wziął się do pisania. Pisali wszyscy: dziennikarze, literaci, nauczyciele, działacze społeczni, młodzież, nawet dzieci. Większość piszących prowadziła dzienniki, w których oświetlała tragiczne wydarzenia przez pryzmat osobistych przeżyć. Napisano bardzo wiele, ale ogromna większość została zniszczona w czasie wysiedlania wraz z Żydami warszawskimi. Pozostał tylko materiał przechowywany w A[rchiwum[ G[etta].

Nośniki wojennych zapisków

Materiały piśmiennicze z prawdziwego zdarzenia, czyli zwykły zeszyt i pióro, były na wagę złota. Zazwyczaj notatki sporządzano na wszystkim co się do tego nadawało, co przyjmowało tusz, na czym mógł pozostać ślad liter: bruliony, notesy, podręczne kalendarze, luźne kartki , etykiety, opakowania, formularze, stare gazety, książki, zeszyty szkolne (zapiski wypełniały luki pomiędzy zadrukowanymi/ zanotowanymi wcześniej wersami). Jarosław Iwaszkiewicz do zapisków wykorzystywał strony powieści dla młodzieży Zofii Żurakowskiej „Fetysz”, bo akurat ją miał pod ręką. Leociak odnotowuje kolejne nośniki wykorzystywane do zapisków:

Abram Kajzer, tkacz z łódzkiego getta, pisał na skrawkach szarego grubego papieru z worków po cemencie. […] Gustawa Dranger, działaczka ŻOB w Krakowie, pisała w więzieniu, w czasie toczącego się śledztwa, na toaletowych bibułkach i różnego rodzaju strzępach papieru. […] Emanuel Ringelblum, część swoich notatek sporządził na odwrocie etykietek po winie marki „Wermut-Santoza” oraz na makulaturze z przychodni lekarskiej.

Więziona w Ravensbrück Grażyna Chorostowska, świetnie zapowiadająca się poetka, zapisywała swoje wiersze na zdobytych skrawkach papieru – głównie były to torebki z szamponem, który było można kupić w lagrowej kantynie. Pieniądze słane przez rodziny, więźniarki tak naprawdę mogły wydać tylko na dwa produkty: szare, niepieniące się mydło oraz szampon w proszku w torebkach. Ten ostatni, zaprzyjaźnione z Grażyną więźniarki kupowały w nadmiarze. Po wewnętrznej stronie torebki były czyste i można było po nich pisać.

Paweł Rodak w swoim tekście „Wojna i zapis” podaje także przykład nietypowego dziennika, który powstał na bibułkach do papierosów. Bibułki zostały następnie zszyte oraz na kształt zeszytu oprawione przy użyciu kawałka żołnierskiego munduru. Zapiski w tej postaci były prowadzone przez Waltera M., niemieckiego żołnierza, który trafił do niewoli w Związku Radzieckim podczas II wojny światowej.

Pamiętnik pisany paznokciem

Zużycie materiałów piśmienniczych lub po prostu ich brak uruchamiał pokłady kreatywności i przedsiębiorczości. Niemal wszystko nadawało się do ponownego użycia i wykorzystania. Nienadającą się już do pisania stalówkę z powodzeniem zastąpił odpowiednio do tego przygotowany… ludzki paznokieć. Do czasów powojennych zachowała się niekompletna, bo urwana w pół zdania, relacja nieznanego żydowskiego autora opisującego losy swojej czteroosobowej rodziny. Część pierwsza z 1943 roku została zapisana piórem. Druga część zapisów z 1944 roku została dosłownie zapisana paznokciem, który odpadł od palca odmrożonej nogi… Paznokieć zamoczony w atramencie zrobionym z kawałka chemicznego ołówka z powodzeniem spełnił rolę stalówki.

Przedruk zapisków ukazał się po latach w katolickim miesięczniku Więź pod tytułem „Pisane paznokciem”. Trafił także do zbioru podobnych tekstów, które w postaci antologii wydano na rynku polskim, a po przetłumaczeniu na hebrajski, także w Izraelu.

Moczem pisane. Przerzut tajnych informacji poza mury obozu

Przyznam szczerze, że najbardziej nieprawdopodobnym nośnikiem informacji i przekazu słownego był mocz. Niby jak można coś napisać moczem tak, by można to  później odczytać? Okazuje się, że można, a na dodatek to właśnie dzięki wykonanym moczem zapiskom udało się ujawnić opinii publicznej nazwiska wszystkich więźniarek obozu Ravensbrück, które zostały poddane eksperymentalnym operacjom medycznym.

letters 2794215 1920 1 300x200 - Dzienniki czasów wojny. Fenomen pisania

Zapiski zostały przemycone w korespondencji prywatnej więźniarek z ich rodzinami. Wszystko w konspiracji, tajemnicy i z narażeniem życia zarówno adresatów jak i wysyłających listy. Powstał plan umieszczenia w legalnej korespondencji tajnej treści. Główną autorką listów była Krystyna Czyż, lublinianka – to ona naprowadziła swoich bliskich na fakt ukrycia tajnego przekazu. Listy były numerowane, aby adresaci wiedzieli czy korespondencja dociera w całości czy wyrywkowo.

Pierwsze próby odczytania tekstu nie powiodły się. Dopiero kolejne, przy użyciu żelazka przyniosły oczekiwane efekty. Prasowane kartki pod wpływem temperatury żółkły, a zapisany moczem tekst wychodził na wierzch. Brązowe wersy tajnej korespondencji zostawały w ten sposób utrwalone na stałe.

 

 

Detalistka
O mnie

Przede wszystkim uważna obserwatorka, wyczulona na absurdy życia codziennego oraz detale, czyli te ułamki rzeczywistości, które robią różnicę. Zapraszam do zapoznania się kolejnymi odsłonami mojej detalistycznej wizji świata. Będzie poważnie i ironicznie, o tym co istotne, o tym co budzi emocje, o rzeczach, zjawiskach i osobach wartych uwagi.

3 komentarze

  • Jarek 20 marca 2018 14:09 Odpowiedz

    Co do ghostwriterów znalazłem informację, że jedyna na świecie agentka literacka specjalizująca się we współpracy z ghostwriterami twierdzi, że około 70% książek, które są na listach bestsellerów zostały napisane przez wynajętych do tego celu pisarzy.

    Ciekawe czy przed/po II Wojnie Światowej lub w czasach PRL istniał taki proceder i w jakiej skali.

     

    • Detalistka
      Detalistka 21 marca 2018 22:00 Odpowiedz

      Interesujący wątek, choć moim zdaniem osób dziś określanych mianem ghostwriterów w czasach, o których piszesz było niewielu. Potrzeba autokreacji i presja ze strony czytelników/wydawców z pewnością były mniejsze. Pisali ci, którzy mieli do tego predyspozycje. Poza tym napięta sytuacja społeczno-polityczna sprawiały, że literatura spełniała wówczas inne fukcje.
      Chętnie przeczytam, gdy napiszesz coś w tym temacie:)

      • Roman 5 lipca 2018 19:42 Odpowiedz

        Polecam film o tej tematyce Autor widmo (The Ghost Writer, 2010) .
        Ghostwriter zostaje wynajęty do napisania pamiętników byłego premiera Wielkiej Brytanii. Zadanie okazuje się śmiertelnie niebezpieczne.

Napisz komentarz

Something is wrong.
Instagram token error.
1