Każdy ma swój Everest. Dla jednego będzie nim najwyższa góra świata, dla innego wyjście z kryzysu, pokonanie własnych ograniczeń albo odważna decyzja, na którą długo brakowało siły. I chyba właśnie dlatego „Przesunąć horyzont. 20 lat później” jest czymś więcej niż książką o wspinaczce. To opowieść o przesuwaniu granic, podnoszeniu się po upadkach i szukaniu powodów, by mimo wszystko iść dalej. A także o macierzyństwie, które zmienia i przewartościowuje życie.
Misja nadrzędna: żyć za dwoje
Pierwsza wersja książki powstała dwadzieścia lat temu i była zapisem drogi Martyny na najwyższą górę świata. Drogi wyjątkowo ryzykownej, bo podjętej mimo wielu wcześniejszych kontuzji i druzgoczącej diagnozy lekarskiej: złamanie kręgosłupa.
Wypadek na Islandii w październiku 2004 r. podczas realizacji programu „Misja Martyna” przyczynił się do załamania się jej zdrowia fizycznego. Jednak psychika ucierpiała wtedy równie mocno. W wypadku zginął jej przyjaciel i operator kamery, Rafał. To doświadczenie na długo położyło się cieniem na jej życiu.
Nie potrafiła zrozumieć dlaczego to ona przeżyła, podczas gdy jej przyjaciel osierocił dzieci i zostawił żonę. Z czasem nabrała przeświadczenia, że musi spłacić pewien dług – żyć intensywnie, odważnie i tak, aby nadawać swojemu życiu jak największą wartość. Żyć za nich dwoje.
Nowe spojrzenie
Wojciechowska pisze o depresji, medialnej presji i konieczności nieustannego udowadniania swojej wartości. Wielokrotnie musiała walczyć ze stereotypami, zwłaszcza gdy wchodziła do świata rajdów samochodowych czy wysokogórskiej wspinaczki. Z perspektywy dwudziestu lat inaczej patrzy na część tych doświadczeń. Potrafi lepiej opisać, nazwać tamte stany i emocje. Perspektywa czasu jest największą wartością nowego wydania.
Ta książka to nie wznowienie, to uzupełniona i na nowo zredagowana pozycja. Wojciechowska dopisała kilkanaście rozdziałów, uzupełniając swoją narrację o nowe spojrzenie i szerszy kontekst. Dzięki temu czytelnik, który nie zna świata wspinaczki, jest w stanie zrozumieć zarówno realia wyprawy, jak i decyzje, które podejmowali jej uczestnicy. Szczególnie interesujące jest pokazanie różnic pomiędzy organizacją wyprawy na Everest 20 lat temu i teraz.
Domknięcie rozdziału: 20 lat później
Książka jest gruba. Pamiętam, że gdy pani w bibliotece położyła mi ją na blacie, pomyślałam że wygląda prawie jak encyklopedia i że ciężko będzie mi ją przeczytać. Ale dzięki dużej czcionce, fajnej interlinii czyta się ją naprawdę dobrze. W kilku miejscach można by ją skrócić. Szczególnie irytujące było wielokrotne używanie stwierdzenie “paniusia z telewizji”. Ale poza tym książka jak najbardziej warta polecenia.
Szanuję Martynę Wojciechowską za jej pracowitość, wszechstronność, odwagę i wrażliwość, a także za działania o charakterze edukacyjnym i społecznym. Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po tę książkę i nie żałuję tego spotkania.
Każdy z nas ma swój Everest – cel, do zdobycia, trudność do pokonania. Wojciechowska swoją historią pokazuje, że nie warto traktować granic, które widzimy przed sobą, jako ostatecznych. Bo horyzont zawsze można przesunąć choć odrobinę dalej.
Przesunąć horyzont: cytaty na drogę
Powód wydania tej książki
“To jest czwarte wydanie, a ja wracam do tej historii po 20 latach, żeby odwiedzić samą siebie: swoje lęki, marzenia i naiwność. Spojrzenie z dystansu na drogę, którą wybrałam. “
Inspiracja do działania
“Często powtarzam, że mam dwie daty urodzenia 28 września 1974 i 17 października 2004 roku. Po wypadku i dzięki planowaniu wyprawy na Everest pojawiło się wściekłe pragnienie żeby nadać swojemu życiu nowy sens. Po zdobyciu najwyższego szczytu świata postanowiłam wypełnić swoje życie pracą, w której będę robić coś dla innych, nie tylko dla siebie. Z popularnością, którą zyskałam przez lata, i zaufaniem ludzi mogłam zrobić dwie rzeczy: przepieprzyć to na głupoty, albo przekuć w coś ważnego, nagłaśniać istotne tematy. Wybrałam to drugie.”
Góry jako metafora życia
“Dziś wiem, że moja droga nie prowadziła na Everest, tylko przez Everest. Znacznie dalej. Góry są dla mnie metaforą życia: na szczycie nie da się zostać długo, a moment triumfu szybko ustępuje trudniejszemu etapowi, czyli bezpiecznemu zejściu do bazy. Trzeba to przewidzieć i mieć na to siłę.”
Spojrzenie wstecz
“20 lat temu patrząc na Everest czułam się mała i przytłoczona. Dziś patrzę na tę samą górę inaczej – z dumą i spokojem. Nie dlatego, że wszystko jest możliwe, ale dlatego, że wiem jak wiele można udźwignąć, idąc krok po kroku.”