Po „Listonoszce z Apulii” miałam spore oczekiwania wobec tej pozycji, bo to druga książka Giannone. No i trochę jestem zawiedziona. Spodziewałam się historii, która równie mocno mnie poruszy. Narracja jest spokojniejsza, bardziej niespieszna.
Akcja przenosi nas do Apulii lat 60. XX wieku. W centrum historii znajduje się rodzina fabryka mydła Rizzo, którą założył w 1920 roku Renato wraz z żoną. Interes przejmuje ich syn Giuseppe, który musiał porzzucuć marzenia o morzu i pływaniu i staną za sterami rodzinnego interesu. Fabryka była dla niego źródłem wiecznej udręki, dlatego wkrótce po śmierci swoich rodziców sprzedaje interes większej firmie. Nie dyskutuje o tym z dziećmi, gdyż wie, że będą chciały pomysł zbojkotować. Agnes i Lorenzo postawieni przed faktem dokonanym, nie mogą się z tym pogodzić. Mają jeden cel, wspólne marzenie – chcą odzyskać rodzinną fabrykę. Sęk w tym, że oboje pragną tego samego, ale wybierają zupełnie różne drogi…
Bo czy wspólny cel zawsze musi łączyć? Giannone pokazuje, że czasami można iść w tym samym kierunku, a mimo to coraz bardziej się od siebie oddalać. Każda decyzja Agnes i Lorenza ma swoje konsekwencje. Czy dobre chęci wystarczą żeby rodzeństwo znów mogło pracować pod szyldem Rizzo? Czy nienawiść i wściekłość to dobre pobudki do działania? Ile można poświęcić, by osiągnąć cel? Jedno jest pewne: gdyby tak można było stworzyć receptę na szczęście – tak jak metodą prób i błędów można opracować idealną formułę mydła – Agnes nie spoczęłaby dopóki nie doprowadziłaby do zgody w jej rodzinie.