„Dziewczyna w kolorze nadziei” Magdaleny Kordel to ciepła, zabawna i bardzo przyjemna polska powieść obyczajowa, przy której spędziłam naprawdę fajny czas. To jedna z tych historii, po które można sięgnąć, kiedy ma się ochotę na coś lekkiego, poprawiającego nastrój i dającego odrobinę wiary w to, że nawet po trudnych doświadczeniach życie może jeszcze nabrać zupełnie nowych barw.
Główną bohaterką jest Natalia, która przyjeżdża do Warszawy i próbuje znaleźć swoje miejsce na świecie. Nie jest jednak osobą, która łatwo wpuszcza innych do swojego życia. Skrywa tajemnicę, a właściwie doświadczenie, o którym nie chce mówić. Wiadomo tylko, że wydarzyło się coś, co sprawiło, że zamknęła się w sobie i zbudowała wokół siebie mur. Stroni od relacji, nie ufa ludziom i zdecydowanie nie szuka w swoim życiu żadnych komplikacji. Oczywiście życie ma na ten temat zupełnie inne zdanie.
Punktem zwrotnym okazuje się incydent w pracy. Jarosław, jeden ze współpracowników, a jednocześnie kuzyn jej szefa, zaczyna być wobec Natalii zdecydowanie zbyt natarczywy. Dziewczyna jest przekonana, że może stracić pracę. Jest załamana i nie wie, co zrobić dalej. Tymczasem jej szef, Bernard, dowiaduje się o całej sytuacji od swojej sekretarki. Tym razem postanawia postąpić właściwie – ukrócić niewłaściwe zachowanie kuzyna, przeprosić Natalię i poprosić ją, aby została w firmie. Szybko okazuje się też, że Natalia nie jest mu obojętna.
I teraz pojawia się pytanie: czy dziewczyna, która przez długi czas konsekwentnie trzymała innych na dystans, będzie potrafiła mu zaufać? Czy uwierzy w szczerość intencji Bernarda? I czy uczucie, które zaczyna pojawiać się między nimi, ma szansę pokonać swoje demony?
Zbiegi okoliczności i inne przypadłości
Jedną z największych zalet tej książki jest jej atmosfera. „Dziewczyna w kolorze nadziei” jest napisana lekko, swobodnie i z dużą dawką humoru. Zabawne sytuacje, dziwne zbiegi okoliczności, niedopowiedzenia i różnego rodzaju słowne lapsusy sprawiają, że historia potrafi niejednokrotnie wywołać uśmiech.
Bardzo dobrze wypadają również bohaterowie drugoplanowi. Szczególnie polubiłam wujka Eugeniusza i jego sąsiadkę, panią Bożenkę. To właśnie takie postacie dodają powieści charakteru i sprawiają, że świat przedstawiony nie ogranicza się wyłącznie do głównej historii miłosnej. Narracja jest swobodna i potoczna, dzięki czemu książkę czyta się szybko i bez wysiłku.
W tekście pojawiają się też słowa, które dla mnie były nieco zaskakujące – być może są regionalizmami, być może po prostu nie funkcjonują w mojej codzienności. Momentami wybijało mnie to trochę z rytmu czytania, ale jednocześnie dodawało historii pewnej swojskości.
Krytycznym okiem
Nie wszystko jednak przekonało mnie równie mocno. Choć książka dostarczyła mi sporo przyjemności, nie obyło się bez kilku zastrzeżeń. Największy problem mam z przemianą Natalii. Najpierw obserwujemy kobietę bardzo zamkniętą, ostrożną i nieufną wobec ludzi. Jej zachowanie ma swoje uzasadnienie w przeszłości, dlatego można zrozumieć, dlaczego tak trudno jej nawiązywać relacje. Tym bardziej trochę zbyt łatwo przychodzi jej nagle opuszczenie gardy. W ciągu kilku dni zamienia się w dość towarzyską osobę: spotkanie z szefem, dawną koleżanką nakręca spiralę kolejnych. Psychologicznie ta zmiana wydała mi się zbyt gwałtowna. Zabrakło mi kilku kroków pośrednich, które pokazałyby, jak powoli przełamuje własne bariery.
Mam też wrażenie, że autorka niepotrzebnie próbowała dodatkowo łączyć historie Natalii i Eugeniusza poprzez wydarzenia z przeszłości i ich przodków. Pojawia się tutaj między innymi motyw tajemniczej fotografii, która łączy oba wątki. Sam pomysł jest ciekawy, ale dla mnie ta część historii była trochę na siłę – główna opowieść broniła się bez konieczności dokładania kolejnego powiązania.
Książka we wszystkich kolorach nadziei
Bardzo podoba mi się natomiast spójność wydania. Sama okładka świetnie oddaje charakter tej historii – jest kolorowa, pogodna i od razu sugeruje, że mamy do czynienia z lekką, ciepłą opowieścią. Są na niej goździki, a motyw kwiatów powraca również wewnątrz książki – wiązka goździków pojawia się na początku każdego rozdziału. W okularach dziewczyny z okładki odbijają się wieżowce i miejskie budynki, a motyw miasta pojawia się również na stronach oddzielających poszczególne części powieści. Te detale tworzą przyjemną, przemyślaną całość.
„Dziewczyna w kolorze nadziei” nie jest książką pozbawioną wad i nie wszystkie rozwiązania fabularne czy psychologiczne przekonały mnie w równym stopniu. Mimo to czytało mi się ją naprawdę dobrze. To ciepła, pogodna i pełna humoru historia o tym, że czasem jedno niespodziewane wydarzenie może całkowicie zmienić nasze życie, a człowiek, który długo żył za własnym murem, może jeszcze nauczyć się ufać i otwierać na innych.
Jeśli szukacie lekkiej polskiej powieści obyczajowej z sympatycznymi bohaterami, humorem i odrobiną tajemnicy, „Dziewczyna w kolorze nadziei” może być bardzo dobrym wyborem, nawet na jeden wieczór i kawałek nocy.