“Wioska zagubionych serc” to recepta na wiosenne przygnębienie. Alison Sherlock serwuje nam sporą dawkę humoru, trzymając się przy tym ram gatunkowych literatury kobiecej. To lekki romans, który rozkwita w letniej scenerii podlondyńskiej wioski Cranbridge, gdzie miłość po prostu wisi w powietrzu.
Wioska zagubionych serc, czyli coś o przyciąganiu przeciwieństw
Wielkomiejska celebrytka goszcząca na łamach plotkarskich gazet wśród wiejskiej społeczności? Czy to dobry pomysł, by ukryć się przed paparazzi? Czy może scenariusz na kolejną życiową katastrofę? Przede wszystkim to dobry pomysł na romans!
Lucy przy okazji pomocy w rekonwalescencji złamanej nogi wuja Franka, ma pomóc redaktorowi lokalnej gazety. “The Cranbridge Times” to rodzinny biznes, który do niedawna prowadził jej wujek, lecz ze względu na wiek oddał stery zdolnemu dziennikarzowi, Tomowi Addisonowi. Jak wielką rolę w tym karkołomnym zadaniu ma odegrać Lucy, wie chyba tylko jej wujek.
Lucy nawarzy niejednego piwa, wyjdzie z niejedną inicjatywą i odbierze przy tym wiele lekcji od życia. Czy w końcu przełamie złą passę w kontaktach damsko-męskich? Czy dotrzyma złożonej sobie obietnicy i będzie trzymać się z daleka od mężczyzn? Jak to zrobić, gdy w pobliżu ma tajemniczego i interesującego redaktora i przystojnego farmera?
Na ekrany
Świetnie bawiłam się przy czytaniu tego romansu. Mimo że fabularnie wiele wydarzeń udało mi się przewidzieć, lektura dała mi wytchnienie od codzienności. Zaprzyjaźniłam się z bohaterami tej niewielkiej miejscowości i było mi smutno, gdy przewróciłam ostatnią stronę książki.
Świetnie byłoby zobaczyć ekranizację, zwłaszcza ucieczkę przed bykiem i wybuchową degustację ginu w lokalnym barze…
Wioska zagubionych serc – Alison Sherlock
Podsumowanie