“Bezmatek” Miry Marcinów zaskakuje i formą i treścią. Krótkie anegdoty, szarpane myśli przeplatają się z dłuższą narracją. To ciekawa, intrygująca i dzika książka. Piękny patchwork myśli.
Autorka próbuje ogarnąć swoje życie po śmierci matki wracając do przeszłości, wspomnień i obrazków z życia codziennego, w którym ważne miejsce zajmowała matka. Matka, która nigdy nie znika, choć odchodzi fizycznie.
Bezmatek: wyznanie to wyzwanie
Proza Marcinów nie jest laurką dla zmarłej. Pisze zarówno o zaletach ale i o wadach swojej matki, o swoim niewystarczającym przeżywaniu żałoby oraz o ich miłości: niezdrowej. Upubliczniona intymność to zawsze ryzykowne posunięcie. Moim zdaniem Marcinów udało się stworzyć intrygującą książkę, która skłania do myślenia. Sporo w niej krótkich, surowych zdań, które funkcjonują jako podrozdział. Wydrukowane samotnie na górze strony zachęcają do niewymuszonej i nieukierunkowanej refleksji. Jest tu na nią przestrzeń. Przez strony można płynąć lub przystanąć.
Każdy z nas obawia się odejścia matki – tej którą znamy najdłużej, lecz o której wielu rzeczy nie wiemy. Jeśli to trudne doświadczenie przed nami, trzeba docenić ten czas, który wciąż jest nam dany i pomyśleć jak to będzie bez niej, gdy nie usłyszy się już jej głosu po drugiej stronie słuchawki. Gdy zabraknie tej najżyczliwszej nam osoby.
Warto sięgnąć po tę książkę po oddech w biegu.